​Szkielety, wiedźmy, zakapturzone postacie, świecące dynie i wciąż powtarzające się pytanie: „Cukierki albo psikus?”. To widok, który jeszcze kilkanaście lat temu budził w Polsce zdziwienie, a dziś stał się stałym elementem jesiennego krajobrazu. Z roku na rok celebrowanie Halloween wchodzi w naszą rzeczywistość coraz śmielej – w szkołach organizowane są przebierane bale, witryny sklepowe przeplatają się motywami grozy, a kultura kosmopolityczna zdaje się całkowicie wypierać rodzimą pamięć o zmarłych.

​Gdy tekst ten, pod tym samym tytułem, ukazał się po raz pierwszy – dokładnie 15 lat temu "W Rodzinie Józefa" 08/2011 (90), s. 13 – zjawisko to było dla wielu nowinką z Zachodu. Dziś widzimy wyraźnie, jak bardzo zakorzeniło się ono w przestrzeni publicznej. Warto więc na chłodno, z perspektywy czasu, postawić pytanie: z czym tak naprawdę mamy do czynienia i dlaczego jako chrześcijanie nie powinniśmy przechodzić obok tego obojętnie?

​Słowa, które kryją więcej, niż nam się wydaje

​Najpierw przypomnijmy znaczenie samego słowa „Halloween”. Okazuje się, że nie jest ono niczym innym jak tylko zniekształceniem określenia pochodzącego z Irlandii: All Hallows' Eve, to znaczy: wigilia Wszystkich Świętych – ta sama, którą Kościół obchodził niegdyś uroczyście do 1955 roku.

​Widzimy więc, że nazwa „Halloween” bierze swój początek z katolickiej uroczystości, która w rezultacie – poprzez komercjalizację i pogańskie naleciałości – skończyła jako maskarada i parodia tego, co święte. Co gorsza, 31 października przestał być jedynie niewinną zabawą z dynią. Dla wielu środowisk ezoterycznych i okultystycznych stał się idealnym momentem „otwarcia drzwi”. Poza tanecznymi imprezami, w przestrzeni internetowej i medialnej łatwo dziś natknąć się na zachęty do zaglądania do wróżbitów, sprawdzania horoskopów czy sięgania po karty tarota. Poprzez przyjazną atmosferę, kolorowe gadżety i „słodką” otoczkę, magia i okultyzm stają się czymś atrakcyjnym, oswajanym i – co najbardziej niepokojące – niby-bezpiecznym.  

​Duchowy kamuflaż i zagrożenie dla młodzieży

​Współczesny świat bardzo stara się przekonać młodzież, że Halloween to tylko bezmyślna farsa i dobra rozrywka. Jednak każdy zdrowo myślący człowiek, a tym bardziej osoba ugruntowana w wierze, wyczuwa tu pewnego rodzaju zagrożenie. Niebezpieczeństwo polega na flirtowaniu z symboliką śmierci, potępienia i sił ciemności.  

​Nie wszystko, co przychodzi z Zachodu, jest dla nas dobre i godne naśladowania. Przez ostatnie 15 lat przekonaliśmy się, jak łatwo zatracić granicę między żartem a niebezpiecznym wejściem w strefę duchowego mroku. To, co wydrążona dynia czy maska wiedźmy mają do zaoferowania, to spłycenie sensu ostateczności człowieka i ośmieszenie rzeczywistości duchowej.  

​Nasz skarb: Zaduszki i chrześcijańska nadzieja

​Szkoda, że w zgiełku komercji tak łatwo zapominamy o polskiej tradycji świętowania tego czasu, o uroczystości Wszystkich Świętych, a nawet mylimy ją ze świętem Wszystkich Wiernych Zmarłych, które w rzeczywistości przypada dzień później. Często gubimy z oczu fakt, że te listopadowe dni są przepełnione chrześcijańską nadzieją na zmartwychwstanie, perspektywą życia wiecznego oraz tajemnicą obcowania świętych.

​To jest prawdziwy testament zostawiony nam przez pokolenia, abyśmy mogli go dalej przekazywać naszym dzieciom i wnukom. Dziś, po latach ekspansji obcych kulturowo wzorców, tym bardziej potrzebujemy powrotu do korzeni.  

​My, ludzie wierzący, nie dajmy się zamerykanizować i dbajmy o własne korzenie, którymi jest wiara ojców i nasza piękna, polska tradycja. Zamiast oswajać grozę i śmierć w mrocznym stylu, na nowo odkryjmy piękno pochodów świętych, jasność naszych cmentarzy rozświetlonych tysiącem zniczy i modlitwę, która łączy nas z tymi, którzy odeszli przed nami do wieczności.  

​ks. Adam Nowak